Życie jest za krótkie, aby skupiać się na zaprzeczeniach - poznajcie Keli.

 

Niezwykłe historie zazwyczaj zaczynają się bardzo zwyczajnie. Poznałam  ją przypadkiem, pomagała jej załatwić urzędowe formalności. Podczas pierwszej rozmowy wyczułam, że jest obcokrajowcem, jednak nie wiedziałam skąd dokładnie pochodzi. Widziałam niezwykle piękną dziewczynę, o ogromnych czarnych oczach. Przedstawiła mi się jako Keli, więc jej korzeni szukałam na zachodnie.

Dopiero wgląd w dokumenty dowiódł, że tak naprawdę na imię ma Kheli i pochodzi z Szali, miasta w Republice Czeczenii.
Keli ma 28 lat, w Polsce mieszka od 17. Jej rodzina uciekła z ogarniętego wojną kraju. W 1999 roku rozpoczęła się II wojna czeczeńska. Działanie zbrojne miały miejsce na terenie całego kraju.

– Mimo, że byłam wówczas dzieckiem to dużo pamiętam – wciąż słyszę huk samolotów i ryk syren ogłaszających alarm przeciw bombowy. Najmocniej jednak w mojej głowie wybrzmiewa płacz babci. To było pod koniec 1999 roku, mój tata wszedł do domu niosąc na rękach ciało swojego brata. Położył go na łóżku, a babcia krzyczała – Zabierz go, zabierz. Niech tak nie leży. Zabierz. Nie wiem co było potem, nie pamiętam. Wspomnienia zlewają mi się w jedną masę.

Kiedy dotarli do Polski, w 2000 roku, było tu niewielu Czeczenów. – Ściągnął Nas do siebie kuzyn mojej matki. Mieszkaliśmy u nich w Łomży. Ja, dwoje mojego rodzeństwa, rodzice i pięcioosobowa rodzina kuzyna. To było bardzo trudne, bo mieliśmy do dyspozycji 2 pokoje. W Czeczeni mieliśmy duży dom i kucharkę. Jednak u nas wszyscy są gościnni. Mamy takie prawo zwyczajowe Adat i ono mówi, że gości trzeba cenić. Tata czas mówił, że coś znajdziemy. Ale mijały dni, a myśmy tkwili w takim stanie. Mieliśmy wówczas zgodę państwa na pobyt tolerowany tzn. prawo do legalnej pracy i szkoły, ale bez żadnych zasiłków. Ja miałam wtedy 11 lat i musiałam zacząć chodzić do szkoły. Nikt z Nas nie mówił po polsku. Tata znalazł pracę w tartaku. To był cud, że ten Polak zgodził się go zatrudnić. Porozumiewali się po rosyjsku. Jakub – właściciel tartaku powiedział mi później, że zgodził się na zatrudnienie Czeczena tylko dlatego, że sam wcześniej jeździł do Niemiec, był tam nielegalnie, a jednak ktoś dał mu szansę i dał prace. Postanowił oddać to, co dostał. – Ojciec bardzo się starał, widać było, że przeżywa. Po pół roku zwolniło się miejsce w ośrodku dla uchodźców w Łomży i wyprowadziliśmy się od kuzyna.

Keli opowiada mi swoją historię jak książkę. Robi przystanki, a ja widzę, że wówczas skończył się w jej życiu jakiś rozdział. – Ośrodek to było dno. Tam wszyscy mieli być na chwilę i jechać dalej na zachód. Mój ojciec jako jeden z niewielu miał pracę, więc rodzice zdecydował, że zostajemy w Polsce. Ja nadal pamiętałam ten śmierdzący pociąg do Brześcia, później Terespol i tą okropną tułaczkę więc cieszyłam się, nigdzie się nie wybieramy. Byłam jeszcze dzieckiem. W szkole szło mi coraz lepiej, okazało się, że jestem „ciekawym obiektem”. Bardzo chciałam zintegrować się z Polakami. Od początku musiałam się uczyć.
Mój tata skończył uniwersytet, można powiedzieć, że jest inżynierem. Mama jak na zwyczaje w Czeczeni również jest wykształcona i mądra. Dlatego bardzo kibicowali mi i rodzeństwu, żebyśmy przykładali się do szkoły. Było ciężko. Dla Nas rodzina i przyjaciele są bardzo ważni. Nasza tradycja nakazuje nam żyć wspólnie. Jednak w ośrodku odstawaliśmy od reszty – Ojciec pracował, a dzieci miały dobre oceny. Tak było tylko u Nas. Byliśmy piętnowani.
Kolejny duży rozdział to przeprowadzka do Warszawy. Dzięki Jakubowi, który zatrudnił tatę otrzymaliśmy status uchodźcy. Również to On pomógł Nam w znalezieniu nowego mieszkania. Czeczenom nikt nie chciał wynająć lokalu, dlatego Jakub wziął to na siebie. Mój brat miał wówczas 18 lat i zaczął chodzić na zajęcia z kick-boxingu. To było dobre, bo wyładowywał agresję i złość. Wcześniej były z nim kłopoty. Na tych zajęciach poznał Janusza, właściciela firmy kurierskiej. Zaprzyjaźnili się i brat dostał pracę. Ja chodziłam do gimnazjum. Nie było łatwo, ale bardzo o siebie walczyłam. Dużo się uczyłam, nauczyciele doceniali mój trud. Tata, znów przy pomocy Jakuba dostał dużo lepszą pracę – praktycznie w zawodzie. Nasze życie stało się NORMALNE.

Maturę zdałam z bardzo dobrymi wynikami. Zgodnie z tradycją, powinnam była zostać wówczas wydana za mąż. Oderwanie od społeczności, tułaczka wojenna i taka zwykła życiowa mądrość pokierowały moim ojcem i zgodził się na moje pójście na studia. Wyobrażacie to sobie? Jestem Czeczenką, wyznaję Islam, mam 19 lat i idę na studia. To nie brzmi zwyczajnie.
Dostałam się na Uniwersytet Warszawski. Studia skończyłam rok temu i obecnie pracuję w fundacji, która pomaga uchodźcom. Mieszkam z rodziną, bo moja młodsza siostra jest chora i pomagam mamie.
Chciałabym poznać mądrego i dobrego chłopaka, który zaakceptuje moją odmienność, zrozumie skąd jestem i jak wiele mnie to kosztowało. Jednak nic na siłę. Rodzice nie naciskają. Oni wiedzą, że życie nie jest tak proste jak by się mogło wydawać. Wszystkie moje kuzynki mają już dzieci, większość 2-3. Ja jestem inna, bo moja rodzina jest inna. Jednak dzięki tej odmienności bliżej Nam do Polaków.

Nigdy, przenigdy nie wyrzeknę się tego skąd jestem. Nie zdejmę z głowy hidżabu, ani nie wybaczę Rosjanom. Jednak życie jest za krótkie, aby skupiać się na zaprzeczeniach.
Na koniec pytam Keli jak reagują na nią Polacy, czy spotyka się z negatywnymi komentarzami. -Zdarza się, że gdy jadę tramwajem ktoś krzyczy „Allah Akbar”. Kulę się w sobie, bo to jest prześmiewcze i złe. Zdarzają się komentarze dotyczące mojego stroju. Miałam z tym problem na studiach. Ja myślę, że jak ktoś chce – niech nosi mini, ktoś inny bardzo kolorowe rzeczy, a ja chcę mieć prawo do noszenia chusty, to mój sposób wyrażenia siebie. Jednak mimo tych incydentów to uwielbiam Polaków. Dostałam od Was dużo dobrego. Pierwszą najważniejszą osobą, bez której nic by się nie udało jest Jakub. Potem pomagali Nam wolontariusze z ośrodka Czeczeńskiego. Obecnie pracuję z Polakami na rzecz integracji uchodźców. Staram się spłacić swój dług i oddać dobro, które dostałam.
*Imiona i niektóre okoliczności zostały zmienione na prośbę bohaterki

Tekst napisany został w ramach współpracy ze spottelomza.pl.

comments

DrukujE-mail